Człowiek przez całe życie buduje wokół siebie szklaną kulę. Zapewnia mu ona ochronę przed światem. Pod nią czuje się bezpieczny. Wszystko jest nazwane i przewidywalne, a zło i cierpienie znajdują swoje wytłumaczenie. Zdarza się jednak, że szkło pęka, a pewność i bezpieczeństwo pryskają jak bańki mydlane. Powstaje szczelina przez którą można dostrzec, że nasze zmysły nie mówią nam całej prawdy o rzeczywistości. Świat zaczyna się wtedy wydawać obcy i tajemniczy, a my czujemy się w nim obco. Pojawia się tęsknota za czymś innym, czymś nieokreślonym, czymś po drugiej stronie scenografii jaką wydaje się być świat odbierany przez nasze zmysły. Myśli podążają ścieżkami, które przypominają labirynt. Nie ma w nim żadnych drogowskazów. Ten stan podobny do snu najlepiej chyba opisuje August Strindberg w „Grze snów”: „Wszystko może się wydarzyć, wszystko jest możliwe i prawdopodobne. Czas i miejsce nie istnieją. Na błahej podstawie rzeczywistości fantazja snuje i tka nowe wzory: mieszaninę wspomnień, przeżyć, swobodnych pomysłów, nonsensów i improwizacji. Osoby rozdwajają się i podwajają, są dublowane, roztapiają się, zagęszczają i jednoczą.” Te ulotne emocje, które towarzyszą nam w takich chwilach, chciałbym utrwalić w moich obrazach.

Początek mojego zainteresowania fotografią to rok 2004. Zaczynałem od pejzażu. Potem poczułem potrzebę spróbowania czegoś bardziej osobistego i czegoś co bliższe jest malarstwu, które zawsze fascynowało mnie najbardziej. I tak po kilku latach fotografowania krajobrazu zająłem się fotomontażem. Jest to technika, która daje dużą swobodę twórczą, bo wykreowane światy mogą być zupełnie dowolne. Jednocześnie dzięki wykorzystaniu fotografii łączy je ze światem realnym bardzo silna więź. Można w ten sposób przywołać emocje, których doznajemy na co dzień dzięki naszym zmysłom, ale w innych kontekstach. Fotomontaż pozwala łączyć elementy, których połączeń na co dzień nie doświadczamy. Pozwala to zobaczyć zwykłe rzeczy w inny sposób, popatrzeć na rzeczywistość z dystansu i zastanowić się nad realnością obrazu świata dostarczanego nam przez zmysły. Przy pracy nad obrazami często używam papieru, gliny, cegieł, a także form ceramicznych przygotowanych własnoręcznie. Tworzę z nich scenografię i bawiąc się światłem próbuję wydobyć ciekawe, abstrakcyjne, budujące nastrój zestawienia światła i cienia w płaszczyźnie kadru. Próbuję stworzyć ułudę przestrzeni na płaskiej powierzchni obrazu. Lubię niedoskonałość i nietrwałość tych budowli, dostrzegam piękno w załamaniach światła na krzywiznach powierzchni i w mikrocieniach tworzących się na nierównościach. Końcowy obraz często składa się nawet z kilkudziesięciu fotografii. Większość z nich wykonuję mając już w głowie końcową wizję.

Moją pierwszą inspiracją były opresyjne, klaustrofobiczne, mocno angażujące emocjonalnie światy powieści Franza Kafki. Jednak źródłem największych emocji i twórczych inspiracji są dla mnie sztuki wizualne. Uwielbiam geometryczne, mroczne i pełne tajemniczej ciszy miasta z obrazów Mario Sironiego i Giorgio de Chirico. Ascetyczne, ale pełne napięcia emocjonalnego kadry Svena Nykvista z filmów Bergmana. Fascynuje mnie też surowa, betonowa, monumentalna architektura, a także piękny i jednocześnie groźny krajobraz przemysłowy.
Światy, które chciałbym stworzyć za pomocą moich fotomontaży to miejsca tajemnicze, dziwne, obce, nie do końca zrozumiałe, ale też piękne. Ludzie, którzy je zamieszkują są zagubieni w przestrzeni, zdominowani przez kształty i cienie. Przytłoczeni groźną, nieludzką architekturą, wyalienowani i samotni. Są w tych światach obcy.